Geoblog.pl    emi    Podróże    EMI Great Challange Cruise 2009    MASZT SPADA POWOLI....
Zwiń mapę
2009
28
sie

MASZT SPADA POWOLI....

 
Rumunia
Rumunia, Constanta
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 2946 km
 
Constatnta

Dziękujemy Ci Boże, że czuwasz nad nami.

Od dziś słowo horror nabrało dla mnie nowego znaczenia. Wczoraj cały dzień przygotowywaliśmy liny do podniesienia, zaaranżowaliśmy dźwig prze miłą Panią z mariny, który przyjechał o 13.

Zawiązaliśmy naszą linę cumowniczą do podniesienia pod salingami masztu. Gdy tylko dźwigowy podniósł maszt pośpiesznie ściągaliśmy mocowania, na których leżał. W tle słyszałam nawoływania z pobliskiego meczetu. Tomek i Jasiu nakierowywali maszt na właściwe miejsce. Gdy był już za nadbudówką w pozycji pionowej nagle trzask! Pękła lina. Maszt spada. Maszt spada powoli. Na tyle powoli, że jest się w stanie bardzo dużo pomyśleć i zdać sprawę z tragizmu sytuacji.

Spada do wody, obija się o położone na burcie opony i zrywa oba relingi, które go trochę amortyzują. Leży w wodzie do wysokości salingów. Tomek siedzi na nim przeważając, tak jak przeważa się samochód wiszący nad przepaścią. Natychmiast i ja stojąc z boku podbiegam i siadam i jakiś człowiek i Mika i ELke. Jasiu szybko przymocowuje linę zerwaną linę na nowo, dźwigowy opuszcza hak i maszt jest podnoszony z trwogą z powrotem na ląd. Ze środka z dołu wypływa woda.

Nie jest tak źle straciliśmy jednak lampy masztowe, trójkolorowa górna była plastiku i została tylko żarówka, w białej kotwicznej pływała rybka, więc obie ściągnęliśmy. Po kilkunastu minutach znów podnieśliśmy, włożyliśmy nawet już śrubę mocującą. Ale znów trzeba było go podnieść i położyć na brzegu – podczas wodowania wszystkie stalówki i fały splątały się tak, że nie było żadnej opcji, żeby je rozplątać.

Ściągnęliśmy wszystkie misternie przez nas wczoraj założone liny – fały, topenanty i inne zostawiając jedynie fał grota, na którym kogoś wciągniemy, żeby resztę założyć. Trzecia próba – są prawie tylko stalówki, udaje się założyć wszystkie liny, maszt stoi!!!

Potem pomagamy podnieść maszt na Yorikke – u niech na szczęście oprócz zaplątanego sztagu nie ma żadnych problemów. Wrzucamy wszystkie nasze rzeczy na pokład i płyniemy na nasze miejsce przy pontonie.

Straszny dzień. Popołudnie i wieczór spędzamy na obniżaniu cieśnienia krwi i poziomu adrenaliny. Ciężko się po czymś takim uspokoić. Szczęście w nieszczęściu. Nasz błąd – za słaba lina. Ale nikomu z nas nic się nie stało, maszt spadł do wody a nie na ląd, nie skrzywił się ani nie utopił.

Jasiu jeszcze po południu poszedł do pobliskiego sklepu żeglarskiego i kupił nową lampę trójkolorową. I ja i Tomek idziemy popływać w Morzu Czarnym. Jest nie słone – jak Bałtyk, przyjemne ciepłe z ładnym piaseczkiem. Ciężko zasnąć, ale w końcu zmęczenie bierze górę nad emocjami i wszyscy zasypiamy.

 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (7)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
emi
EMI PZ 1327
zwiedziła 6% świata (12 państw)
Zasoby: 139 wpisów139 50 komentarzy50 844 zdjęcia844 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
02.05.2011 - 14.09.2011
 
 
19.05.2010 - 12.08.2010
 
 
07.06.2009 - 04.10.2009