O wschodzie słońca kotwica w gorę i w drogę, w południe byliśmy już w Rodos. W marinie wszystkie miejsca zajęte, a na wolnych był zakaz cumowania. Jachty takie jak my mogły stać na kotwicy na zewnątrz falochronu. Rzuciliśmy kotwicę na 7 metrach. Wiał silny wiatr.
Po dwóch godzinach postoju zaczęliśmy dryfować. Decyzja, że rezygnujemy z Rodos i płyniemy do zatoki Lindos w połowie wschodniego wybrzeża. Jazda fajna, i szybka. Na miejsce dotarliśmy już po zachodzie słońca. Stało tam na kotwicy kilka jachtów.
Rzuciliśmy kotwice na 9 metrach. Rano okazało się, że woda jest bardzo czysta. Na dnie było każdy szczegół, nawet plamki rdzy na kotwicy.
Lindos miejscowość turystyczna. Piękne plaże, około południa przyjeżdżały stateczki z plażowiczami. Każdy kawałek zajęty. My do brzegu mieliśmy 400 metrów bączkiem.
Bączek zostawialiśmy przy skałach na początku plaży. Bardzo wąskie uliczki pnące się w gorę. Bardzo urocze miasteczko, jedna z tutejszych atrakcji to jazda na osiołkach na górę do miasteczka czy zamku.
Dużo restauracji w zacienionych uliczkach z widokiem na zatokę. Oczywiście żadnego ruchu samochodowego, za wąskie uliczki. Dopiero za miasteczkiem były postoje taksówek i autobusów. Jednak żeby dobrze zjeść trzeba było trochę odejść od plaży czy deptaków turystycznych.