Z Salerno płynęliśmy wzdłuż brzegu do Capri. Blisko Capri obłęd z motorówkami i statkami turystycznymi. Płynie się jak po wzburzonym morzu. Po przejściu cieśniny między Capri a lądem przecięliśmy zatokę Neapolitańską. Pierwsza marina w Bagnioli i postój tylko na bojach bez możliwości wyjścia na ląd. Następna marina w Pozzuoli dobrze wyglądająca, ale zrezygnowaliśmy z niej jak zażądano 100 euro za noc. Wypłynęliśmy w kierunku Bai. Tu jest kilka marin, w pierwszej nie pozwolono mam stać, bo to marina prywatna. Stanęliśmy przy keji miejskiej. Po godzinie postoju zjawia się Coast Guard i nie zezwala na postój przy tej keji, bo to komercjalne nabrzeże, choć nic tu nie stoi. W końcu udało mi się załatwić miejsce w marinie obok za dość umiarkowaną cenę, choć w marinach nad Bałtykiem byłaby strasznie wysoka.
Stoimy tu dwa dni. Jest to małe miasteczko, ale z dużą historią jeszcze z czasów rzymskich.
Miasteczko leży poniżej zamku z czasów aragońskich – 16 wiek. Był to port rzymskich galer.
Są tu ruiny świątyń Diany i Wenery. Miejscowość ta pamięta czasy Kaliguli i Nero.
Swoją nazwę wzięło od Baios, nawigatora Odyseusza.
Po zatankowaniu jutro rano wypłyniemy na północ w kierunku Rzymu. Od Salerno płyniemy bez map papierowych, mamy tylko elektroniczne. Próbowałem kupić w kilkunastu sklepach żeglarskich we wszystkich miejscach, gdzie byliśmy. Map nigdzie nie było.